poniedziałek, 18 kwietnia 2011
Nie przesadza się starych drzew
Pani Zosia po ponad 55 latach zmuszona została wyprowadzić się ze swojego mieszkania w Bochni. "Dzięki" nowemu, prywatnemu właścicielowi musiała zostawić całą swoją historię którą tutaj przeżyła. Nie przesadza się starych drzew...
sobota, 2 kwietnia 2011
środa, 23 marca 2011
Krajobraz przez dziurkę
Wykorzystałem zestaw edukacyjny przeznaczony dla dzieci. Są różne, na których młody człowiek może poznawać przyrodę i technikę. Filtr do wody, robot na baterie słoneczne, elektrownia wiatrowa. Jest też i kamera otworkowa. Plastikowe, czarne pudełko z pokrętłami do przewijania filmu małoobrazkowego, obiektywem zrobionym w folii aluminiowej i nawet migawką. Ten aparat fotograficzny, choć bez soczewek, ma także celownik w postaci prostokątnej ramki. Przysłona, no cóż nie mała. 159! Dlatego wymaga cierpliwości i "ustabilizowanego trybu życia". Film: przeterminowany amatorski Kodak ISO 200. Oto jak wygląda krajobraz jeszcze zimowy, podglądany przez dziurkę 0,2 mm.
wtorek, 22 marca 2011
Indochiny po raz drugi
Materiał fotograficzny i dźwiękowy z tej wyprawy (jesień 2010), ciągle jest w przygotowaniu. Dzisiaj jednak przedstawiam kilka fotografii, które zrobiłem podczas walk kogutów w Laosie. Temat dość popularny wśród wielu fotografów. Ja też postanowiłem to zobaczyć i sfotografować. Znalezienie miejsca gdzie takie walki się odbywają nie było w cale takie proste. Mimo, że w Laosie są one legalne, miejscowi na początku niechętnie udzielali nam na ten temat informacji. To było kameralne widowisko w jednej z wiosek. Stawki maksymalnie do równowartości 50 $, a walka kogutów odbywała się bez użycia ostróg i nie kończyła się śmiercią jednego z ptaków. W Laosie odbywają się wersje "light" w przeciwieństwie do tych krwawych, organizowanych w Tajlandii czy na Filipinach.
Tutaj zaczyna się historia naszej kawy...
Po zakończeniu pierwszej wyprawy do Laosu wiedzieliśmy już, że musimy tutaj wrócić. Laos to raj dla miłośników dzikiej przyrody, niebo dla poszukiwaczy zagubionych w dżungli plemion, delicje dla entuzjastów doskonałej kuchni i... wyjątkowej kawy. Podczas ostatniej podróży, znów zanurzyliśmy się w świat, w którym czas cofa się lub leniwie płynie naprzód. Jakby na przekór niespiesznym okolicznościom, pożyczyliśmy motocykl i ruszyliśmy pędem na szlaki położonego na południu kraju - Bolaven Plateau. Płaskowyż Bolaven, leży na wysokości ok. 1300 m. n.p.m., na terenie prehistorycznego, gigantycznego krateru wulkanicznego. Jest to górzysta kraina zachwycających wodospadów skrytych w soczystej dżungli i niezliczonych plantacji kawy, sprowadzonej przez francuskich kolonizatorów na początku XX wieku. To tutaj zaczyna się historia naszej kawy...
Zapomniane fotografie
Fotografia cyfrowa jest codziennością i jest powszechna - co do tego nie ma wątpliwości. Skoro w każdym momencie mamy przy sobie choćby aparat, w który wyposażony jest nasz telefon. Fotografia nie zaczęła się jednak w ostatnich kilku latach. Dla wielu osób jest to zupełnie nowe hobby i widok rolki filmu nie kojarzy im się z fotografią. Nowe i stare techniki służą w dalszym ciągu m.in. zapisywaniu naszych wspomnień i pod tym względem nic się nie zmieniło. Jedynie możemy fotografować łatwiej. Poniżej linki do cyklu moich artykułów o zapomnianych fotografiach opublikowane na SwiatObrazu.pl
fotografia analogowa cz.I zapomniane fotografie
fotografia analogowa cz.II niewywołane negatywy
fotografia analogowa cz.III samodzielne wywołanie negatywu-czarno-białego
fotografia analogowa cz.IV skanowanie negatywów
fotografia analogowa cz.V album rodzinny
sobota, 5 lutego 2011
Wiosna w lutym
Co zrobisz jeśli tęsknisz za ciepłem, za błękitnym niebem, wyjątkowym światłem? Gdy już masz dość szarówki, brudnych ulic, wiecznych dziur w asfalcie, odrapanych kamienic i przede wszystkim braku słońca.
Mniej więcej potrzebujesz na podróż poświęcić tyle samo czasu ile zabiera ci przejazd pociągiem z Krakowa do Warszawy. Trzy godziny lotu ze stolicy Małopolski, przeniesie cię do stolicy słonecznej Hiszpanii. Ot i już! Słońce świeci mocniej, chmur nie ma a ludzie jacyś dzięki temu mniej zmęczeni. Jeśli jesteś światłoczuły i bez dużej ilości światła jest ci źle, nawet w lutym możesz to, przynajmniej na kilka dni zmienić.
Mniej więcej potrzebujesz na podróż poświęcić tyle samo czasu ile zabiera ci przejazd pociągiem z Krakowa do Warszawy. Trzy godziny lotu ze stolicy Małopolski, przeniesie cię do stolicy słonecznej Hiszpanii. Ot i już! Słońce świeci mocniej, chmur nie ma a ludzie jacyś dzięki temu mniej zmęczeni. Jeśli jesteś światłoczuły i bez dużej ilości światła jest ci źle, nawet w lutym możesz to, przynajmniej na kilka dni zmienić.
wtorek, 7 grudnia 2010
Znowu Daleki Wschód
Zakończyliśmy drugą wyprawę do Laosu i Kambodży. Tym razem zebrałem kilka materiałów, na ich opracowanie będę potrzebował sporo czasu. Ta wyprawa była jeszcze lepsza od poprzedniej. Zupełnie inna. Zupełnie inne są też zdjęcia niż dwa lata temu.
Zdjęciami podzielę się pewnie nie wcześniej jak w pierwszym kwartale następnego roku...
Zdjęciami podzielę się pewnie nie wcześniej jak w pierwszym kwartale następnego roku...
Młoda matka z plemienia Katang. Wioska oddalona od szlaków komunikacyjnych jest położona w środkowym Laosie przy granicy z Wietnamem.
piątek, 20 sierpnia 2010
Fotografowanie jest dobrym sposobem na poznawanie świata
[...]
Smakiem podróżowania na własną rękę są spotkania i wydarzenia, które bywają lepsze od naszych planów. Ma to i swoje złe strony, ale niepewność jest jednym z ciekawszych elementów podróżowania. Podróż uczy podążania za instynktem. Ważny jest czas. Podróżowanie z aparatem fotograficznym rządzi się nieco innymi prawami niż zwyczajna turystyka. Nie wolno nam się spieszyć. "Zapomnienie się" w czasie fotografowania często oznacza, że efekt naszych poszukiwań będzie dobry i wartościowy. Pójście za intuicją – oto klucz do udanej fotografii.
[...]
Smakiem podróżowania na własną rękę są spotkania i wydarzenia, które bywają lepsze od naszych planów. Ma to i swoje złe strony, ale niepewność jest jednym z ciekawszych elementów podróżowania. Podróż uczy podążania za instynktem. Ważny jest czas. Podróżowanie z aparatem fotograficznym rządzi się nieco innymi prawami niż zwyczajna turystyka. Nie wolno nam się spieszyć. "Zapomnienie się" w czasie fotografowania często oznacza, że efekt naszych poszukiwań będzie dobry i wartościowy. Pójście za intuicją – oto klucz do udanej fotografii.
[...]
wtorek, 16 lutego 2010
sobota, 26 września 2009
środa, 23 września 2009
sobota, 1 sierpnia 2009
Kadry z końca świata - warsztaty
W imieniu organizatorów i swoim zapraszam na warsztaty fotograficzne dla podróżników. Portal koniecswiata.net organizuje 8 i 9 sierpnia spotkanie dla wszystkich pragnących lepiej fotografować w podróży.
Szczegóły tutaj
czwartek, 2 kwietnia 2009
niedziela, 15 marca 2009
16 godzin do wschodu - szkice z indochin
Cała rzeczywistość to ciągle wyłaniające się zdarzenia, powiązane ze sobą interakcje pomiędzy podmiotem obserwującym i obserwowanym przedmiotem. Według filozofii buddyjskiej ta rzeczywistość wyłania się z Pustki. W terminologii zachodniej pojawia się często określenie ”nothingness” czyli nicość. Ale słowo to ma zdecydowanie odniesienie nihilistyczne, a ponieważ termin ten wziął swój początek z filozofii buddyjskiej, można z całą pewnością stwierdzić, że Pustka na pewno nie oznacza braku istnienia. Wręcz przeciwnie to podstawa naszego Bytu. Pełnia, z której wszystko się manifestuje w każdej chwili. Każdy przejaw życia wyłania się z pola świadomości tejże Pustki i znika razem z nim. Cała egzystencja człowieka, łącznie z tworzeniem sztuki, polega na ciągłym wytwarzaniu takiego pola. Poprzez doświadczenie kontemplacyjne, dostępne również dzięki uważnemu fotografowaniu, możemy dotrzeć do tej Podstawy, czystej i nieskazitelnie pięknej od samego początku. Taki jest cel sztuki - dotrzeć do tej Ostatecznej Rzeczywistości. Jest to podejście antynaukowe. Nauka z reguły bowiem traktuje przedmiotowo obiekt badań i nigdy nie dąży do utożsamienia się z przedmiotem. Dlatego nigdy przy pomocy nauki nie będzie można udowodnić doświadczenia kontemplacyjnego. Można go tylko doświadczyć, na przykład poprzez fotografowanie.
Zdjęcia Zygmunta Novaka z cyklu „16 godzin do Wschodu” są właśnie bardzo udaną próbą wprowadzenia widza w doświadczenie kontemplacyjne. To piękne i mądre fotografie. Jeśli będziemy je uważnie oglądać, możemy doświadczyć prostego i głębokiego zachwytu nad życiem takim, jakim jest.
Izabela Jaroszewska
Izabela Jaroszewska, fotograf, dyrektor i wykładowca Europejskiej Akademii Fotografii w Warszawie www.eaf.com.pl
wtorek, 30 września 2008
Indochiny - to było to!
Niektóre, luźne kartki z mojego dziennika...
Na tarasie drewniano-murowanego guest house'u Zuela, siedzimy na pieknych i wygodnych meblach bambusowych. Światło sączy się niemrawo z kilku lampek. Co chwilę dobiega nas charakterystyczny pisk dziecięcej zabawki, to geko przyklejone do sufitu oznajmia, że wieczór to dla niego pora łowów. Z pobliskiego megafonu z charakterystycznym echem dobiega nas tępy głos wiadomości o 19ej. Jesteśmy w Socjalistycznej Republice Laosu. Z wiadomości mogę jedynie zrozumieć dwa słowa, Wietnam i Lao. Codziennie od 6 rano i od 18ej mieszkańcy Luang Namtha i pobliskich wiosek w północnym Laosie mają nieuniknioną sposobność posłuchać oficjalnej propagandy.
wtorek
Pod drewnianym zadaszeniem ze strzechy schowaliśmy sie przed pierwszym deszczem tego dnia. Dość szybko przestało padać. Kib i jego pomocnicy nakryli "stół" obrusem z liści bananowca i zaczęli wykładać jedzenie. Smażoną rybę, typowo laotański kleisty ryż, grzybki z mięsem, smażone jajka, sos z papryczką chili do maczania ryżu. Z porcji kleisz małą kulkę w palcach a potem maczasz ją w ostrym sosie. To podobno typowo laotański sposób. Jedzenie było bardzo smaczne, tylko ciągle to pytanie w głowie, czy nasze żołądki to wytrzymają? Co jeśli skończy się biegunką po dżungli przez najbliższe dwa dni? Wieśniacy całe jedzenie rozkładali rękami, nie koniecznie czystymi. Temperatura 30 st. jest jak wymarzona dla rozwoju bakterii. Co siedzi w rybie, co w jajkach? Nie jeść? Nie ma wyboru. Kolejne parę godzin szliśmy w coraz wyższy las bambusowy. Nad głowami przestało być widać niebo a jedynie zarośla.
sobota
Największą zmorą dzisiejszego marszu były pijawki. Najgorzej gdy ścieżka prowadziła wzdłuż strumienia. Na liściach paproci wystawiały sie te paskudne stworzenia by znaleźć sojego żywiciela. Byłem nim dzisiaj wielokrotnie. I choć ugryzienia są bezbolesne, jest to tak obrzydliwe, że marsz niekończącym się szlakiem pijawek może doprowadzić do szaleństwa. Wszelkie spraye, ktore zabraliśmy okazały się bezskuteczne. Te draństwa potrafią się przeciskać głęboko pod ubraniem. Pod pachę czy na plecy. Ochraniacze na buty czy długie spodnie, nic nie dają. Właśnie pod nie chętnie się wciskały. Obrzydliwość. W dżungli w porze mokrej to normalne.
piątek
Wietnamski model ruchu drogowego jest pod każdym względem wyjątkowy. Czegoś podobnego nigdzie nie widziałem. Klakson służy do popędzania, każdy pas jezdni, nawet ten pod prąd nadaje się zawsze do jazdy. żadnych zasad pierwszeństwa nie ma. Nawet czerwone światło ich nie zatrzyma. Ruch drogowy wygląda tu jak przepływająca krew. Duże cząsteczki są w mniejszości to samochody, małe cząsteczki wciskające się ze wszystkich stron, w duzej ilości, dużo szybciej, to motorki. Motorki mogą przewozić wszystko. Oprócz kierowcy w charakterystycznym kasku bez szyby, zakrywającym tylko górę czaszki, znajdzie się miejsce dla czterech osób albo dla długiego wieszaka na ubrania. Nawet martwa swinia przełożona poprzecznie na kanapie, z nogami do góry znajdzie swoje miejsce na skuterku. W Sajgonie na 5 milionów mieszkańców przypada 3 miliony motorków... Na ulicy nie ma już miejsca dla pieszego. Przejście na drugą stronę wymaga, refleksu, odwagi, ćwiczeń i szczęścia.
środa
Som pracuje w Botanice, zajmuje sie obsługa gości, sam tez przyrządza niektóre potrawy. Fantastycznie robi sos z tutejszego pieprzu, limonki i niezdrowego msg (to chyba jakiś konserwant). Uczy się angielskiego w miejscowej szkole. Ma 24 lata, wiec nie obejmuje go już bezpłatna nauka jak kambodżańskie dzieciaki. Wielu z nich nie stać na książki i dojazdy. Widziałem dzieci pracujące na budowie, w polu, w restauracji. Turyście zwiedzającemu Angkor najłatwiej spotkać dzieci handlujące pamiątkami, T-shirtami czy pocztówkami. Pensja Soma w Botanice ledwie starcza na opłacenie szkoły i pomoc rodzicom, którzy mieszkają w pobliskim Kampocie i z trudem się utrzymują uprawiając kawałek ziemi. Pamięta jako dziecko, jeden z sześciorga rodzeństwa, ze jego rodzice byli bardzo biedni. Miał tylko jedno proste ubranie, nie miał się w co przebrać gdy trzeba było je wyprać. Wspominał oddziały wojska rządowego walczące z niedobitkami Czerwonych Khmerów, pozostałymi jeszcze długo po upadku Pol Pota. Jego rodzice, jak mówił do dzisiaj maja psychiczny uraz spowodowany okrucieństwami Czerwonych Khmerów. On zna te historie już tylko z opowiadań. Musieli przeżyć, żywiąc się jedynie jedna garścią ryżu dziennie. Powiedział, ze nie zamierza się żenić bo nie stać go na utrzymanie rodziny. Chciałby w przyszłości zostać nauczycielem angielskiego, jak tylko lepiej go opanuje. Som był tak serdeczny a przy tym wrażliwy i dobroduszny, ze ujął nas oboje swoją osobowością. O przeszłości mówił z dużym spokojem i mimo wszystko wielka pogoda ducha. Na pytanie o chęć odwetu na ludziach z tamtych czasów, powiedział ze są już starzy, a poza tym nie czuje nienawiści. Mimo ze wie kto w jego wiosce służył w oddziałach Pol Pota i dręczył jego rodzinę. W ciągu pięciu lat reżimu został zamordowany praktycznie co trzeci obywatel Kambodży!
16 godzin do Wschodu - galeria
Subskrybuj:
Posty (Atom)


































